piątek, 25 września 2015

Rozdział 1

                                           Rozdział 1

Nie czuję się dobrze, strasznie boli mnie głowa... I jeszcze ten nowy, strasznie mnie drażni, patrzy na wszystkich z wyższością, jakby był od nich lepszy. Mam ochotę do niego podejść, ale zbyt słabo się czuję...
- Nadia, wszystko w porządku? - moje rozmyślania przerwała Trisch, przyjaciółka.
-Tak, tylko głowa mnie boli - przyznałam, masując skronie.
- Gapisz się na Dante - wskazała brodą na nowego.
Mimowolnie zmarszczyłam brwi ze złości.
- Denerwuje mnie - warknęłam.
Trisch uniosła w zdumieniu brwi.
- Czemu?
- Uważa się za lepszego, jakby nie było tu nikogo godnego uwagi.
- Może po prostu trudno mu się zaaklimatyzować, jest tu dopiero tydzień.
Spojrzałam na nią spode łba, uznając tym swoje zdanie. Odszukałam wzrokiem Dantego. On też mnie szukał, nasze spojrzenia się spotkały, były zupełnie inne, jego wyniosłe, drwiące ze wszystkich, moje intensywne, skupione wyłącznie na nim. Staliśmy na przeciwległych końcach korytarza, mimo to doskonale widziałam jego wyćwiczoną sylwetkę i rysy twarzy. Miał pięknie zarysowane kości policzkowe i kwadratową szczękę. Lekko falowane brązowe włosy niedbale zaczesane do tyłu, wielokrotnie przeczesywał je palcami... Oczy czarne, błyszczące, okolone długimi, gęstymi rzęsami i idealnie wyrzeźbione usta, dopasowane do jego martwo bladej skóry. Był piękny ale chłodny. Cudowne rysy, jakby rzeźbił je Michał Anioł, były oziębłe i wykrzywione w grymasie drwiącego uśmiechu. Czarne oczy były skute lodem. Odbijały się od nich wszystkie światła.
Patrzył na mnie, a z jego twarzy znikł uśmiech. Spojrzenie stało się intensywniejsze, jakby chciał przejrzeć moje wnętrze. Jego oczy przesuwały się po moim ciele. Niemal czułam na sobie ciężar jego spojrzenia.
Jestem ładna. Twarz w kształcie serca, otoczona gęstymi atramentowo czarnymi włosami. Pełne malinowe usta, na tle skóry o barwie kawy z mlekiem. Duże oczy o niezwykle zielonej barwie. Spojrzenie zawsze ciekawskie i intensywne. Jestem niska, o wyraźnie zarysowanych kształtach. Dante na dłużej zatrzymał przy nich wzrok. Sunął spojrzeniem po moich piersiach, wzdłuż tali, zatrzymując się na nogach i pupie.
Zmarszczyłam ze złości brwi, tak, że niemal się stykały. Zacisnęłam szczęki i z dumnie uniesioną głową ruszyłam ku sali, czując na sobie jego palące spojrzenie...